wtorek, 25 stycznia 2011

O tym, czemu służy fejsbukowa inicjatywa.

          Na Facebooku powstała kolejna inicjatywa. Tym razem jest to "Dzień bez Smoleńska" .W odezwie czytamy między innymi:" Celem tej inicjatywy jest WYTCHNIENIE, pokazanie, że w Polsce powinno być miejsce również dla ludzi, którzy chcą żyć w spokoju, bez ciągłej żałoby i awantury.
Choćby przez jeden dzień….."


 Inicjatywa zebrała, jak na razie ponad 80.000 osób, które pragną wytchnienia choćby przez jeden dzień i "wezmą  udział" oraz pewnie, lekką ręką, drugie tyle, co po prostu "lubi to".Choćby przez jeden dzień to lubi. Ot, tak sobie, dla fanaberii.Daruję sobie melancholijne wielokropki.

      Gdzie jak gdzie, ale w tym właśnie miejscu fanaberię się rozumie i popiera. Bo absurdalne, zabawne, bo czemu nie.Jednak w przypadku "Dnia bez Smoleńska" Fanaberium blog inicjatywy tej nie popiera.Nie lubi.
I właśnie wyjaśnia dlaczego.

     Nieznośną tendencję to bezustannego tworzenia "dnia bez czegoś" tudzież "dnia z czymś"  można zaobserwować już od dawna.Dzień walki z rakiem, dzień bez papierosa, dzień walki z otyłością, dzień bez telefonu komórkowego etc etc. Zapewne ma  uświadamiać społeczeństwo, że profilaktyka raka jest istotna, palenie zabija, tycie jest nie tylko nieestetyczne, ale i  niezdrowe, a komóreczkę to trzeba wyłączać, bo nie zastąpi  nam ona  prawdziwej więzi międzyludzkiej.

Wszyscy tak przez jeden dzień trąbią o czym należy, cytologiczne wozy do centrów handlowych są podstawiane, a jak zapalisz w dzień bez papierosa to nawet niektórzy współpalacze popatrzą na ciebie krzywo.
I nawet  bardzo dobrze.Niech  jeżdżą, niech trąbią, niech uświadamiają.Brawo, brawo, brawo.Wszyscy jesteśmy tacy uświadomieni i chcemy uświadamiać innych.

Przez jeden dzień.
Mając nadzieję, że potem to się jakoś załatwi samo.
Bo problem polega na tym, że tak jest tylko przez chwilę.I koniec.Niewiele się zmienia. Pospolite ruszenie szybko się wypala. Potem cisza.

       "Dzień walki z", "dzień bez" lub "dzień z"  niczego nie zastępują,  niewiele zmieniają. Dają fałszywe złudzenie zajmowania się jakimś problemem.Jak typowy polski zryw narodowy trwają zazwyczaj krótko i prowadzą do klęski. Może do moralnego zwycięstwa, bo intencje chwalebne, ale rezultaty?
Jeśli choć jedna osoba, była w owym dniu walk z rakiem zdiagnozowana to chwała za to. Ale czy to naprawdę  o to chodzi, by walczyć tylko tego dnia czy  raczej żeby zmieniać rzeczywistość trwale i  żeby - w tym wypadku -  ludzie  poddawali się badaniom kontrolnym i mieli do nich dostęp?
Żeby to nie był zryw.Żeby to była normalność.

       Dlatego "Dzień bez Smoleńska" jest tak naprawdę inicjatywą niefortunną.Inicjatywa, aby "choć przez jeden dzień" żyć spokojnie, bez żałoby i awantury  tak naprawdę wpisuje się w cały nieracjonalny dyskurs panujący w  Polsce od 10 kwietnia 2010 roku.
Po pierwsze dlatego, że jest inicjatywą dyktowaną tymi samymi emocjami co całe zjawisko do którego stara się zdystansować. (Pomijam ewentualny kpiarski aspekt sprawy, bo inicjatorzy zarzekają się, że tak nie jest,że chodzi im tylko o "wytchnienie")
Po drugie dlatego, że wpisuje się tak naprawdę w dyskusję o Smoleńsku. "Dzień bez", "czy dzień" z - co to za różnica?Cały przecież czas odnosimy się do jednego.
Po trzecie dlatego, że ambicja aby tak było przez "JEDEN DZIEŃ" jest naprawdę miałka i taki postulat niczego nie wnosi do publicznej dyskusji. Nie chodzi przecież o to, by zapomnieć o tym na jeden dzień, a potem wrócić na stare śmieci.
Chodzi o to, aby powoli, racjonalnie zmienić poziom i rodzaj debaty publicznej, zwrócić dyskusję na inne tory, podejmować inne tematy w inny sposób, co może zaowocować zmianami.

A fejsbukowa inicjatywa wcale, moim zdaniem, temu nie służy.

2 komentarze: