(żeby B.B. miała co czytać)
A oto i Miss Zdania Podrzędnego W Języku Obcym. Jak sama nazwa wskazuje Miss jest miss. To znaczy mogłaby nią być. Długa, chuda, piersi małe, biodra wąskie, włosy rudoczerwone, w nieładzie loków. Miss pracuje w tiwi i żeby wyglądać jeszcze chudziej chodzi opalona na kolor marchewkowopodobny cały okrąglutki roczek.Bo w tiwi to lepiej wygląda a na dzień można zrobić tynk jasnego makijażu.I jest git.
Ale rzecz nie w tym do końca jak miss wygląda. Rzecz w tym, że Miss bywa. Bo bywa. Bywać wypada. Nie tylko wypada a trzeba. A jak trzeba bywać to wychodzi na to, że imperatywem kategorycznym, najkategoryczniejszym jest zostawienie po sobie wizytówki w umyśle każdego uczestnika niczym bodźca podprogowego. Ta wizytówka musi być impulsem, który przy następnym spotkaniu spowoduje, że dana osoba nie tylko rozpozna Miss, ale i z katalogu mózgownicy wydobędzie jakąś pozytywną i oryginalną wiadomość o niej, taki wypasiony dizajn w umyśle na temat każdego. Miss na przykład tak kocha języki obce, że zdanie podrzędne buduje w innym języku, a w każdym z nich posługuje się wyrafinowanym słownictwem. Studiowała przecież języki wytrwale już od żłobka - a dlaczego studiowała właśnie to? Bo studiowanie języka oznacza „pokonywanie tej wieży Babel” (podkreślona znajomość frazeologii i mitologii chrześcijańskiej) „ciekawość świata” (taka jestem dziecięco urocza) granicząca z „choroba umysłowa generacji X” (fascynacja psychologią społeczną) rozwija „umiejętność i talenta” (bo jestem najlepsza) prowadzące – być może(bo jednak skromna) w przyszłości do Nobla - nie chodzi o nagrody tylko o „własny rozwój i poczucie kobiecej wartości” (jajniki na barykady).To właśnie zdaje się mówić Miss zdania podrzędnego wypowiadając się w którymś z języków na forumie.
Ale rzecz nie w tym do końca jak miss wygląda. Rzecz w tym, że Miss bywa. Bo bywa. Bywać wypada. Nie tylko wypada a trzeba. A jak trzeba bywać to wychodzi na to, że imperatywem kategorycznym, najkategoryczniejszym jest zostawienie po sobie wizytówki w umyśle każdego uczestnika niczym bodźca podprogowego. Ta wizytówka musi być impulsem, który przy następnym spotkaniu spowoduje, że dana osoba nie tylko rozpozna Miss, ale i z katalogu mózgownicy wydobędzie jakąś pozytywną i oryginalną wiadomość o niej, taki wypasiony dizajn w umyśle na temat każdego. Miss na przykład tak kocha języki obce, że zdanie podrzędne buduje w innym języku, a w każdym z nich posługuje się wyrafinowanym słownictwem. Studiowała przecież języki wytrwale już od żłobka - a dlaczego studiowała właśnie to? Bo studiowanie języka oznacza „pokonywanie tej wieży Babel” (podkreślona znajomość frazeologii i mitologii chrześcijańskiej) „ciekawość świata” (taka jestem dziecięco urocza) granicząca z „choroba umysłowa generacji X” (fascynacja psychologią społeczną) rozwija „umiejętność i talenta” (bo jestem najlepsza) prowadzące – być może(bo jednak skromna) w przyszłości do Nobla - nie chodzi o nagrody tylko o „własny rozwój i poczucie kobiecej wartości” (jajniki na barykady).To właśnie zdaje się mówić Miss zdania podrzędnego wypowiadając się w którymś z języków na forumie.
Chociaż nie… nie wypowiedziałaby tego na forumie. Na forumie Miss słucha łapczywie. Słucha co kto mówi i do kogo. Tu przytaknie, tam pośle uśmiech, jeszcze gdzie indziej postara się znacząco westchnąć. Miss jest doskonała w konwersacjach. A konwersacja jest wtedy kiedy to w tych potwornych czasach kultury obrazkowej rozmawia się sam na sam. No ewentualnie we trójkę. Wtedy się wyraża zasłyszane opinie, zaczytane zdania, zawidziane spostrzeżenia, przytoczy nie swoją anegdotkę. Wtedy tez można się uśmiechać, można tez wymienić się kartami wizytowymi i z tym poczuciem dobrze spełnionego obowiązku towarzyskiego można wyjść. Miss lubi konwersacje, bo są one naprawdę fascynujące i dużo mówiące o ludzkich umysłach, a także powodują to, że w niewielkim gronie można nie tylko świetnie wypaść, nie tylko dobrze wyśledzić kto i co, ale przede wszystkim można być dobrze zapamiętanym.Nawiązać kontakt i zrobić wrażenie - oto dewiza Miss.
Ale w pewnym momencie trzeba czegoś dokonać. Tudzież trzeba mówić, ze się dokonuje. I tak Miss dzięki swoim licznym talentom językowym i wyobraźni postanowiła zadziałać charytatywnie. Gdyż charytatywnie działać wypada, nie tylko wypada, ale wręcz trzeba. Wiec chcąc stworzyć kompilację eklektyczną, a zarazem działać charytatywnie - a wiadomo ze najlepiej się działa charytatywnie na rzecz dzieci - i do tego wszystkiego jeszcze włączyć i wykorzystać pokłady swego zmysłu estetycznego i ironii Miss, krótko mówiąc, postawiła na krasnale. Krasnal jak krasnal, taki posążek do ogrodu, pomalowane ohydnie szkaradzieństwo, istny potwór, który to niepodzielnie króluje na granicy zachodniej. Polska wieś tez chlubi się posiadaniem krasnoluda w ogródkach, co jest znakiem luksusu, fantazji i poczucia estetyki. Miss postanowiła jednak zrobić reklamę przez wyśmianie i kicz. Wiadomo, że nic tak nie robi kariery jak ironia, ironia dobrze opakowana jest w stanie zrobić kolosalną karierę na przedmiocie swego wyśmiania, bo nie o przedmiot chodzi ni o analizy tylko o klarowny przekaz gotówki. A tak mimochodem to można sobie coś wypromować, czemu nie. Plan Miss był taki: nakłonić parę sław, swojskich chłopów i równych babek, co to się mogą śmiać ze swego wizerunku publicznego i maja do siebie opiewany dystans, nakłonić ich więc do zrobienia odlewu ich twarzy, by posłużyć się nimi do stworzenia jedynego swojego rodzaju krasnoluda z twarzą kogoś znanego. Na przykład krasnolud z twarzą najpiękniejszego polskiego aktora, najseksowniejszej prezenterki pogody, tudzież najznakomitszego fryzjera lub najlepszego manikiurzysty. No i oczywiście projektanta mody. (Zaznajomienie się w dzisiejszych czasach z projektantem mody jest towarzyskim wymogiem.) I ten właśnie jedyny w swoim rodzaju krasnolud- który to poza twarzą znanego człowieka również będzie oryginalny, bo zaprojektuje go w całości Miss dając upust swej fantazji i ironii i znajomości języków obcych, taki krasnolud o którego potworności każdy wie, tym razem posłuży szeroko pojętemu charytatywnemu interesowi. Na aukcji się go wystawi, pieniądze zbierze z przeznaczeniem na dzieci chore bądź samotne a same krasnoludy nie trafią wcale do rak płacących za to grube czeki bogaczy o miękkim sercu, co to - to nie. One trafia do ogródków przedszkolnych, by je ozdabiać i czyni dzieciom radość, natomiast zdjęcia krasnoludków wraz ze pierwowzorami będą wisieć tu i tam, by budzić śmieszek w warszawiakach i pokazywać przyjezdnym ileż tu figlarnych pomysłów się rodzi. Oczywiście przysporzy do Miss wielu fanów, wywiadów i zdjęć oraz nowych, koniecznie markowych ciuchów.
Ale to całkiem mimochodem.
Ot, co.
no wielce Ci dziękuję, zabawionam należycie.(chyba, że to nie do mnie, ale do Barbary Boldsmith, albo Bruca Billisa)
OdpowiedzUsuń