Ha!
Nie chodzi o marnie ironiczny komentarz dotyczący Euro 2012.
Ani o Chińczyków na autostradzie A2 ani o schody kaskadowe na stadionie ani nawet o konferencję prasową Zbigniewa Ziobry, na której on sam komentował ewentualność postawienia go przed Trybunałem Konstytucyjnym z taką ilością błędów merytorycznych, że aż do Świebodzina iść z pielgrzymką, upić się do nieprzytomności tudzież iść na Paradę Równości etc ( co kto woli) w podzięce, że już nikt przez tego pana na błędy ministra sprawiedliwości narażony nie będzie.
Nie o to chodzi.
Chodzi o to, że chyba czasami wielu osobom doskwiera samotność.
Trudno relację nawiązać.
Jeszcze trudniej podtrzymać.
A ludzie potrzebują bliskości.
Nawet obcych ludzi.
Tylko dlaczego potrzebują jej właśnie w autobusie to jest wielka zagadka.
A na dodatek dlaczego akurat w upał to jest zupełnie nie do zrozumienia.
Pusty autobus, godzina 14.47, zajęte są może 4 siedzenia, dwie osoby stoją.Wchodzi pani lat 50, na oko. Pani siada - gdzie? Nie na podwójnie pustych siedzeniach.Nie.Pani się dosiada. Do jednej z z czterech osób.Pani jest niezbyt duża, niezbyt mała, ale w sam raz.Swoje jednak zajmuje.Ciepło wydala.No i niestety łokieć do łokcia przystaje. Przylepia się prawie jak kropelka.Pan, co wsiadł na tym samym przystanku, jak robot powtórzył ten manewr. Omiótł wzrokiem rzędy pustych foteli i przeszedł tam, gdzie siedział nastolatek z ogromnymi słuchawkami zamiast głowy.I się dosiadł. Nastolatek pokręcił się nieco, po czym kiedy już zdołał się odlepić, uciekł na tył autobusu.Niezbyt długo trwał w swoim samotnym szczęściu - na następnym przystanku już miał sąsiadkę.
Przesiadka.
Tramwaj.
Niezbyt pełny, niezbyt pusty.Ze dwa fotele wolne.
Miejsca dość do stania.
Ale nie.
Nade mną chłopak, stojący jakieś 5 mm od mojego siedzenia.Jedna ręka trzyma się mojego fotela,druga ściska uchwyt fotela przede mną.Jego torba opiera się o moje ramię. Ciężko.
Jak w potrzasku. Dusznym i niezbyt świeżo pachnącym.
Zmiana miejsca daje inne możliwości obserwacji.
Dziewczyna stoi nieruchomo i chyba stara się bardzo nie dotykać nikogo i niczego .Przy nagłym hamowaniu odruchowo dotyka ciepłej, lepiej poręczy po czym z lekkim obrzydzeniem pociera dłoń jakby chciała pozbyć się jak najszybciej wszystkiego, co się tam mogło przylepić.
Sięga po mokrą chusteczkę, wyciera dłonie.
Wchodzi gruby mężczyzna, staje 2 centymetry od niej, rozmawia przez telefon.Z Elżunią.O grilliku w weekendzik.
Trzyma rękę tak, że co chwila dotyka dziewczyny w ramię, jego owłosiona ręka obija się o jej ciało z lekkim plaśnięciem.
Dziewczyna kurczy się lekko i stara się prawie zniknąć.
Przechodzi szybko do drzwi.
Kiedy wychodzi słyszę kilka swojsko brzmiących przekleństw.
Sama nie jestem lepsza.
Wysiadam przystanek wcześniej niż powinnam.
Wolę przejść.
Wchodzę do budynku, gdzie przed malutką, starą windą stoi obszerna pani z petem, piwem i dwoma obszernymi psami.
Zrezygnowana (i leniwa, bo w końcu mogłabym wejść po schodach) otwieram jej drzwi.
A Pani na to: " niech pani jedzie pierwsza, ja w taki gorąc wolę podróżować sama".
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz