Ze względu na położenie bloku, usytuowanie chodnika, wyjścia/wejścia trajektorie naszych lotów często się przecinały.Konfiguracja była zazwyczaj podobna. Ja wracałam spokojnie do domu, on wypadał na spacer.Nie mogliśmy się widzieć, bo zazwyczaj wejście/wyjście było zasłonięte krzewami.Tak więc wpadaliśmy na siebie niespodziewanie, bez przygotowania i bez szczególnej radości.U mnie objawiało się to drżeniem kolan i zamianą w słup soli, u niego ślinotokiem, wyszczerzonymi zębiskami oraz koszmarnym ujadaniem. Byłam wdzięcznym obiektem do obszczekania, bo strach emanował ze mnie jak promieniowanie z ziemi czarnobylskiej więc łatwo było ze mną wygrać. On z kolei był doskonałą wymówką dla mojej wrodzonej niechęci do większości, aczkolwiek nie wszystkich, psów.Gdy się nie przepada za psami i wyrazi to głośno ludzie uważają cię za nieczułego potwora.Bo przecież pieski są takie sweet.Lepiej nie lubić dziecka to powoduje tylko skojarzenie z ekstrawagancją, niedojrzałością i egoizmem. Natomiast nielubienie więcej niż jednego zwierzęcego gatunku, w szczególności piesków, powoduje, że stajesz się - co tu dużo mówić- natural born killer w porównaniu do wrażliwców dostrzegających człowieka w psie.
Jednak nie miało to nic wspólnego z nagłym zniknięciem wyżej wymienionego.Podobno "stary już był", jak usłyszałam.
Niech mu ziemia lekką będzie, biedaczyna.
Już żadnego rzucania się nagłego na mnie (w ramach oczywiście przeuroczej zabawy, jak mi tłumaczono), żadnego skowytu i żadnych fekaliów pod blokiem.
Moja ulga była jednak całkowicie przedwczesna.
Właściciel bowiem otarł łezki po stracie i zakupił był nic innego jak rottweilera. Dla tych wszystkich, którzy wiedzą coś na temat psów, moje wyjaśnienie co to rottweiler będzie i tak niepotrzebne. Dla reszty wystarczy napisać, że to czworonożny, agresywny koszmar, który może cię zjeść do ostatniej kosteczki jak zjedzono bohatera "Pachnidła".Tylko tego to zjedzono z miłości. Rottweiler zje, bo to w sumie dobra rozrywka.
I tak to właśnie pewnego pięknego wieczora już, już prawie byłam na swoim piętrze kiedy zobaczyłam, na półpiętrze nade mną, damę. Dama zapewne miała wyplakatowany choć jeden pokój zdjęciami Beaty Tyszkiewicz, bo tak właśnie była ustylizowana.Blond lok, czerwień ust, czerń i apaszka..Brakowało papierosa, w fifce najlepiej.Ważyła owa dama jakieś 42 w porywach do 43 kilogramów i dzierżyła w dłoni trzy smycze.Na końcu każdej z nich dyndał rottweiler.Mojego przyjaciela najlepszego to ja rozpoznałam natychmiast.Pozostałe dwa były po prostu jak kiepski żart.Półpiętro jest małe więc nie miałam za bardzo gdzie się schować. Echo narastającego pomruku wydobywającego się z rottweilerowskich trzewi i błysk kłów powodowały chęć natychmiastowego zniknięcia.Przykleiłam się do ściany i udawałam, że mnie nie ma.Dama jednak wydała z siebie głos: "Proszę się nie obawiać kolację już jedliśmy".
Nie wszczęłam awanturki, nie padłam ze śmiechu.Po prostu nie oddychałam przez kolejną minutę (dopóki nie usłyszałam trzasku zamykających się na dole drzwi) w obawie, ze jednak mają ochotę na deserek.
Pierwszą rzeczą jaka się stała po moim kolejnym wyjściu z domu było wejście w pozostałości owej kolacji.
Na Bemowie na wiosnę tego roku ruszyła akcja "Liczy się kupa". W tekście na gazeta.pl opisującym inwencję czytamy:
"W końcu władze dzielnicy sięgnęły po metodę ostateczną: "Masz zbierać kupy i masz to udowodnić". O co chodzi? O to, że każdy właściciel psa został zobowiązany do skrupulatnego zbierania odchodów swojego pupila i przekazywania ich w specjalnie utworzonych punktach zwanych Punktami s-kupu, tyle że zamiast pieniędzy za zdane kupy właściciel psa otrzyma podpis i pieczątkę w specjalnej Książeczce Czystości. Jeśli okaże się, że właściciel psa odda mniej psich odchodów niż jest zobowiązany, poniesie kary finansowe."
Niestety tekst ukazał się 1 kwietnia co, z perspektywy czasu, redukuje poziom śmieszności i absurdu.
Jednak coś w tym jest.
Więc, mój drogi właścicielu psa, jeśli mieszkasz w mieście, w bloku i wychodzisz ze swoim ulubieńcem na spacer trzymaj go,do diabła, mocno na smyczy.
I w kagańcu.
Reaguj, jeśli wygląda na to, że się chce bawić swoimi kłami w mojej szyi.
Nie zostawiaj biedaczyny na całe dnie samego w domu by wył do nieprzytomności.
Sprzątaj jego kupy.
Jeśli nie interesuje cię, że to ohydne, nieestetyczne i brudzi to może zainteresuje cie fakt, że takie pozostałości mogą być też niezdrowe dla twojego przecudnego pieska.Co to nosem w to zaryje i zarazi się tym czy tamtym.
Jeśli to też cię nie interesuje to widzę w tym szansę.
Skoro nie obchodzi cię nawet dobro twojego własnego zwierzęcia, które jest dowodem na twoją wrażliwość i dobroć zostań natural born killer.
Będzie dla wszystkich lepiej.
na zachete dla wszystkich psich wielbicieli, musze przyznac, ze jak kupy na wlasnym podworku zbierawszy (tak tak), to sie przynajmniej z czterema sasiadami zaznajomila, tak ot co, solidarnosc psiarzy...wiec ola fanaberia ma dobra puente. zbieraj i sie zaprzyjazniaj. wszyscy beda szczesliwi.
OdpowiedzUsuńZbierajmy kupy wszyscy . Własiciele i Niewrażliwi . Bedzie łatwiej i przyjemniej , a i poznamy sie lepiej ;)
OdpowiedzUsuństrach emanujący jak promieniowanie z ziemi czarnobylskiej - cudowne, hehe
OdpowiedzUsuń