poniedziałek, 21 listopada 2011

O tym, że ...

Tak więc, proszę państwa, witamy w trwającej od dawna epoce niedopowiedzenia.
Niedopowiedzenia i zawieszenia.Sugestii i braku konkretu.

A to wszystko przez wielokropek.
Nie trzeba kończyć zdań, trzeba stawiać wielokropek.

Wielokropek jest czymś, co rozwiąże wiele problemów. Nie znasz odpowiedzi?
Wielokropek.
Nie wiesz, na co się zdecydować?
Wielokropek.
Nie wiesz czy ona jednak, a ty nie wiesz czy się odkryć? (cóż, tego nigdy nie wiadomo, pogódź się z tym)Wielokropek.
Nie wiesz czy on myśli, że ty myślisz, że on myśli, że ty myślisz? Wielokropek.
(swoją drogą, on nie myśli zazwyczaj, że ty myślisz,  że on myśli, on po prostu się nie odzywa, bo jest niezainteresowany.Albo nie pomyślał. To, że chciałabyś/chciałbyś po prostu być poinformowana/y pomińmy wielokropkiem... tak samo jak i to, że on jest - często - podszyty brakiem wyobraźni i kultury).

Te wszystkie wielokropki pozostawiają zawieszenie, które oznacza, że może jednak to wiesz, ale ukrywasz albo może wiesz jednak więcej? A może flirtujesz, a może nie możesz powiedzieć?A  może jesteś tak bardzo otwarty, że dopuszczasz wiele możliwości, albo może jesteś tak kulturalny, że słowo które się ciśnie na klawiaturę nie przejdzie ci przez palce i zaznaczasz to z pełni wyższości wielokropkiem w sposób niezwykle wyrafinowany, cięty i inteligentny albo może  jesteś taki delikatny, zwiewny i wrażliwy, że  .......... albo może...........

 Skoro pora na wyznania to trzeba przyznać, że fanaberium wielokropka nie cierpi i używa go od wielkiego dzwonu.
Uważa go za znak nie tylko interpunkcyjny, To pewny sposób komunikowania się ze światem. Dużo różnych słów, ale za dużo, by coś znaczyły. Emocje, egzaltacja, niedopowiedzenie, sugestie. Ach, ach, och och. Zero informacji, brak rytmu, bez znaczenia. To pusty trick, za którym nic się nie kryje, ale niby kryć się ma wiele.
To figura retoryczna nadużywana i przeceniana.
Ma być konkret, a nie wiadomo jaki, bo jest wielokropek.
Ma być koniecznie seksi i mrau  (czego przymus, swoją drogą, też jest nudny), a jest photoshop i konwencjonalność.
Może być niby wszystko, a jest nie na niby nic.



 I dlatego fanaberium bardzo się dziwi, słowom krytyki kierowanym pod adresem premiera Tuska za jego piątkowe expose. Bo można się czepiać premiera, czemu nie. Ale na litość boską, jak 4 lata temu gadał ponad 3 godziny i wielokropił bez sensu polityką miłości to było źle, populistycznie i bez konkretów. Ale jak wyszedł i wyliczył, że chce to i tamto, to też jest źle, ale nie wiadomo dlaczego, bo krytyka jest zamknięta symbolicznie w  wielokropku.
Bo premier Donald Tusk powiedział coś, co już znaczy.A jak znaczy to można to skrytykować, owszem. Nawet trzeba, nawet to dobrze.
Ale trzeba być merytorycznym.
Trzeba się odnieść.
Konkretnie.
Trzeba zaproponować kontrę.
Wielokropek już tu na nic.

Prezes Kaczyński nadal tego nie rozumie. I dlatego wraz ze swoim wystąpieniem krytykującym premiera, a wyglądającym tak jakby było przygotowane zanim premier swoje w ogóle wygłosił, odchodzi na naszych oczach w  smugę cienia.

Tak więc, proszę państwa, 18 listopada 2011 roku  PiS-owski wielokropek poległ.

poniedziałek, 7 listopada 2011

O tym, że studium psychologii popularnej.

No więc nie będzie skarg na ortopedów.
Fanaberium da im nieco wytchnienia.Na trochę.

Dentysta z drugiej strony to wdzięczny obiekt do analizy we wpisie blogowym.
Po pierwsze: nie wiadomo czy wszyscy są poinformowani, że dentysta i stomatolog to nie to samo. Stomatolog ma specjalizcję też z dziąseł.
I innych części ciała w środku otworu gębowego.
Dentysta dziąsła ma w poważaniu.
Głębokim.
To tak w bardzo dużym skrócie.
Jak się do stomatologa powie, że dentysta a na dodatek do takiego, co trzyma wiertarę w dłoni to naprawdę marny  los.

Po drugie:każden prawdziwy stomatolog/dentysta charakteryzuje się osobowością mnogą. Objawia się ona tym, że nad rozwartą do granic niemożliwości szczęką swojego pacjenta, prowadzi on niekończące się oratoria, Handel przy nich się chowa. Najpierw następuje pytanie, 5 sekund ciszy, 8 sekund jęczenia pacjenta próbującego z otwartą buzią wypełnioną śliną, wacikami, sączkami i innym ustrojstwem coś wytłumaczyć. Ale to właśnie powoduje, że kolejna osobowość dentysty/stomatologa zostaje wywołana do tablicy i gładko odpowiada na wszystkie pytania, prowadząc niekończące się analizy, wykazując się cechami narratora wszechwiedzącego, gdyż opowiada koleje życia samego pacjenta.

Po trzecie: stomatolog/dentysta widzi świat zero-jedynkowo. Wyrwać- nie wyrwać.To jest oś działania.
I dzisiaj kiedy usłyszałam " no dobrze kochana, to ja ci wylezie w końcu ta ósemka po prawej to natychmiast ją usuniemy, ok?" nie zapytałam, "po co usuniemy". Nie mogłam przecież wybełkotać nic poza "eefrreaaaehegagejeeeaa" spośród odsysaczy, wacików i rozwartej jak łuk triumfalny szczęki. Druga osobowość mojego dentysty natychmiast udzieliła odpowiedzi za mnie: "oczywiście, że usuniemy,takie  ósemki są po to, żeby je usunąć".

No bo jak coś rośnie trzeba usunąć.

Mój stomatolog jest łysy.

wtorek, 1 listopada 2011

O tym, że fanaberium się zirytowało o 2 :07 w nocy.

Z wczesnego dzieciństwa pamiętam "Dziennik".
Wzrok oglądających był nieprzenikniony, czasami patrzyli się na siebie i nic nie mówili.
Potem przyszło zrozumienie i uzus semiotyczny.To było "znaczące spojrzenie" lub też "wątpiący wzrok".
Na przemian.
Pogrzeby Andropowa i Czernienki.
Jak przez mgłę.
Babcia oglądała relacje telewizyjne patrząc na płaczące tłumy żałobników mówiła coś o głupich.
Nieładnie tak mówić przecież.
Potem okazało się, że w tym właśnie zdaniu Babcia miała wiele racji.

Fanaberium nie śpi (bo wyspane) tylko czyta. I przeczytało sobie trochę artykułów i dysput. Miało w tej kwestii głosu nie zabierać, ale jednak się zirytowało.

Kazimiera Szczuka (współ)napisała "Duża książkę o aborcji", która została skazana na banicję tak bardzo, że sprzedaż wzrosła.Ale ja nie o chwytach marketingowych
Ja natomiast o tym,  że w proteście związanym z pojawieniem się książki na rynku ileś setek internautów podpisało petycję, by owej sprzedaży   w ogóle zakazać, gdyż "propaguje aborcję wśród młodzieży".
I tak już pozostało powielane przez kolejne teksty, kolejne portale, kolejne dyskusje. "Propaguje aborcję wśród młodzieży".
Jak można propagować aborcję wśród młodzieży to ja naprawdę nie wiem. Jakieś seppuku gremialne wśród tych cudów natury - kilkunastoletnich chodzących płodów?
Bo miejmy nadzieję, że nie chodzi o to, że młodzież po przeczytaniu jednej książki, w której jest mowa czym aborcja jest, która wyjaśnia zagadnienia, która po prostu dostarcza wiedzy na temat  między innymi człowieczej seksualności i której nie ma obowiązku czytać, pójdzie hurtem sprawdzać ot, tak sobie phi phi, jak to jest aborcję mieć.
Przeprowadzić.
Zrobić.
(Czasownika "dokonać" fanaberium nie użyje, bo to kalka językowa z "dokonać zbrodni" i zdaje się, że z tym się ma kojarzyć -  co jest kolejną językową manipulacją.)
Jeśli o to w  "propagowaniu" chodzi, to trzeba  by było się zastanowić czy inne dziedziny i zagadnienia nie propagują wśród tej durnej pozbawionej mózgu, wychowania, kontekstu młodzieży podejrzanych odruchów i zachowań.
Chemia to na przykład propaguje narkotyki.Na początku kwas i zasada a potem  to już alkaloid.
I tylko czekać jak se upichcą kokainkę w melinie garażowej pod nieobecność rodziców.
WF propaguje agresję, tego tłumaczyć nie trzeba.
A nade wszystko literatura. Jak się ich nauczy czytać to już koniec.
Porażka.
Nie wiadomo co przeczytają, co pomyślą i jakie wnioski wyciągną.
Nie można do tego dopuścić.
Prosta to droga do katastrofy i to nie takiej, co prowadzi czwórkami do nieba.
Generalnie edukacja propaguje więc jakiś koszmar, wiedza prowadzi do myślenia, myślenie zaś do wiedzy a to jest błędne koło.
Przestańmy.
Wtedy będzie łatwiej wszystkim wpierać to czy tamto, myśleć za nich i podejmować decyzje.Naprawdę -  trzeba zaprotestować.



Babcia miała rację.
Głupich nie sieją tylko się sami rodzą.

Widać nikt nie rozpropagował wśród nich aborcji.

niedziela, 30 października 2011

O tym, że czas zimowy.

I didn't have time to write a short letter, so I wrote a long one instead.
(Mark Twain)

Fanaberium odkrywa krótką formę.
Nie ma opisywanek, introdukcji i punktów kulminacyjnych z katastrofą w tle, by przejść gdzieś w piątym akapicie do kolejnego sedna, a w ósmy zabrać się za 10-zdaniową pointę.

Sposób wyrażenia opinii na temat przyszedł mi do głowy, gdy wychodziłam dziś z metra.
Ulotki.
Brać czy nie brać?

Moja niegdysiejsza rozmowa z S. nie rozwiała wątpliwości, tylko utwierdziła mnie w problemie.
I S. i ja zgadzaliśmy się, że wzięcie ulotki, to poparcie rynku pracy, przeciwdziałanie bezrobociu. Pani/pan od ulotek ma pracę a wykonuje ją -  być może utrzymuje -  dzięki temu, ze ja ulotkę wezmę.Nie wzięcie - ekologiczny protest, bo i tak to się potem wyrzuci do kosza (oby, a nie na ulicę lub wsadzi do kieszeni, by zapomnieć, a  potem pięknie uprać z czarnymi rzeczami), kolejne drzewo padnie, a my   à la Michael Jackson w teledysku odbijamy sobie symbolicznie  kolana na ubitej ziemi, z odezwą "what about us".

S. mnie poparł, dorzucił swoje i byliśmy bardzo zadowoleni z wielominutowej dyskusji, błyskotliwości, wzajemnego poparcia i rozintelektualnienia, gdy przyszła H. i na zadane pytanie zdumiona powiedziała zwięźle: nie, ja nie biorę tej ulotki. Nie dlatego, że to czy tamto.
Ja po prostu tej ulotki nie potrzebuję.


Lapidarność stylu, ot co.

Oby równie lapidarny był okres jesienno-zimowy.
Bo H. powiedziała słusznie.
Ja tego po prostu nie potrzebuję.

piątek, 14 października 2011

O tym, że tym razem krótko.





            Egzemplifikacja tej tezy przyszła do mnie sama. A w zasadzie usiadła obok mnie w metrze i perorowała o filmie "Bitwa Warszawska 1920" Jerzego Hoffmana.
Perorowała o tym, efekty są "jedyne w swoim rodzaju, a  Natasza Urbańska  "naprawdę świetnie " zagrała i jest to film, który każdy Polak powinien zobaczyć.
Ale okazało się, że efekty i Natasza, to nie jedyny powód  ciągnięcia do kina każdego Polaka. Tym powodem jest to, że:  "film w końcu   prawdziwie pokazuje, jakie te Ruskie to hołota i spsienie.
Bo to cała prawda w tym filmie, bo to film historyczny. Oni też - przemówienie szło  głośno przez cały wagon -  taki film zrobili ostatnio historyczny, ten "1612", co  pokazywał jak Polacy mieli wojnę z Ruskimi i zajęli Moskwę. Pewnie, że zajęli, bo  się należało, ale na pewno się tak nie zachowywali, jak Ruscy w filmie pokazali. Polacy się tak nie zachowują i mieli prawo Ruskich zaatakować  więc po co takie  kłamliwe filmy  robić i jeszcze mówić, że są oparte na faktach."

To oczywiste.

środa, 12 października 2011

O tym, że wybory językowe.

               Wybory były, tu wygrali, tam przegrali, referendum, która strona Warszawy bierze Budę, a która Peszt na pewno niedługo się odbędzie. No i Waldemar Pawlak jak zwykle w formie, bo nie pitolił o miłości i przegranej drużynie ani nie kazał nikomu niczego przysięgać w dziwnych gestach tylko wyrzucił z siebie, iż było cholernie ciężko.
I tyle.
Nie ma to jak szorstkość i zwięzłość strażaka.


  Teraz wyszło na jaw, że te wybory są specjalne.Dzięki szczeremu jak dziecko Januszowi P., który pokazuje, że rozwój zaprawdę nie ma granic - od Ozonu z "zakazem pedałowania" na okładce do największej nadziei lewicy legalizującej związki partnerskie - Sodoma i Gomora weszła do Sejmu. Marek Jurek jest przerażon. W Tok Fm słychać było głos, że to są w nowym parlamencie są " dziwne, nieznane osoby z marginesu społecznego". Nieznane, ale wiadomo, że z marginesu i że dziwne.Nikt nie zaczął jeszcze pracować, że tak fanaberium delikatnie wspomni.Ani przerazić się nie było czym, ani zachwycić.

Ale to też wyzwanie dla języka polskiego.
Tu tyle nowych dziwów się narobiło, że polski mainstream nie ma słów.
Gdzieś tam opłotkami się bąkało, jedni zręczniej inni mniej zręcznie, ale "jedynki" w Wyborczej to raczej nie miało zbyt często. Teraz jednak wejdzie to do języka codziennego polityki  i to jest wielka fanaberia jak co niektore media  wiją się w karkołomnych hołubcach językowych.Określeniach, wyjaśnieniach i naklejaniu etykietek.
 Już, już ad remuję.

Po pierwsze: Murzyn wrócił.
Poseł John Godson z Łodzi, który, co tu dużo mówić,dla niektórych wszedł do Sejmu tylnymi drzwiami (na skutek rezygnacji z mandatu innego posła, Hanny Zdanowskiej) teraz uzyskał reelekcję.I teraz jak tu o tym pisać. Egzotyka posła nakazuje podkreślić jego pochodzenie, ale jakby się nie starali to za każdym razem fuck up. Jedni, że Murzyn w sejmie. Inni , że Afroamerykanin (Afroamerykanie, moi kochani dziennikarze, to są osoby mieszkające w Ameryce, głównie w Stanach a poseł Godson pochodzi z Nigerii) inni  jednak, muszę to przyznać,  starają się być delikatniejsi i mówią "czarnoskóry parlamentarzysta".   Czekam aż Artur"koniec-cywilizacji -białego -człowieka" Górski zacznie  nazwać się "białoskórym" posłem, aby na pewno się odróżnić.

Po drugie: Gej w natarciu.
Geje"weszły" do Parlamentu. W postaci Roberta Biedronia zniszczą "polską rodzinę" (każdą) w przeciągu chwili.Do zaprzysiężenia nie będzie już czego zbierać.Czy geje weszły dopiero teraz można polemizować zapewne, ale nie wypada.
Chodzi o to, że do Sejmu wszedł "otwarty" gej. Czy to Wyborcza czy Rzeczpospolita - ta formuła obowiązuje. Pierwszy otwarty gej. Co kreuje podwójną zadumę. Otwarty na co? Otwarty, że tak łatwo nawiązuje kontakty?Otwarty na nowe wrażenia? Czy co niby? A jeśli chodzi,o to, że się otwarcie przyznaje do tego, że jest orientacji homoseksualnej to zastanawia mnie też ten liczebnik.
Pierwszy otwarty gej.
Czy skoro otwarty jest pierwszy to jacyś zamknięci (i w sobie i/ albo w ujawnieniu się) też byli, ha?
No nie wracajmy już, który polityk którego z mężem  do siebie zapraszał na pojednanie.


Po trzecie: Feministka u bram.
Wanda Nowicka też ma to do siebie, że jest "otwartą" feministką. U niej (uważam RZE głównie w mediach prawicowych) pojawia się także przymiotnik "główna".Kazimiera Szczuka zdetronizowana. Powinna popełnić harakiri na Manifie. Zresztą wszyscy powinni, bo mord idzie aborcyjny. Fala.Rejtanem my powinni wszyscy. Natychmiast.
Ta pewność  apokaliptyczna spowodowała, że Wanda Nowicka "główna feministka"  już sprawiła  cud, gdyż także dzięki jej pojawieniu się w parlamencie Tomasz Terlikowski pokochał Platformę Obywatelską.
Cud!
Teraz Platforma już nie jest be, już można namawiać, "odezwy" pisać, "wzywać" i  "jednoczyć" przeciwko. 
Otwartej Feministce (aborcja, aborcja, aborcja!!!) i Otwartemu Gejowi (adopcja dzieci, adopcja dzieci, adopcja dzieci!!!)
 Wyżej wymienieni, nawet nie zostali jeszcze zaprzysiężeni i niczego nie zrobili ani niespecjalnie się wypowiedzieli, że tak fanaberium  raz jeszcze delikatnie wspomni.

Dominik Zdort  ("Rzeczpospolita")w obliczu Palikotów docenił SLD. Dramatyczny apel drugiego dnia po wyborach -  "Konieczny jest opór wobec zapateryzacji !!!! -  w obliczu 60 mandatów, które dzierży w nowym parlamencie ta podwójna teraz niby-lewica -  to jest jednak kabaret.
Pominę zadumę, że dotychczas jako Zapatero opisywany był Napieralski Grzegorz, bo zarówno to porównanie, jak i sam opisywany odchodzą w  zasłużone zapomnienie.Skupię się na zapateryzacji AD 2011: konieczny jest więc opór, jako żywo.
Ruch oporu i tajne konserwatywne komplety.

Ale żeby tego było mało - to:

Po czwarte: Transeksualistka z  Krakowa.
Anna Grodzka, która przeszła operację zmiany płci (i wszyscy o tym KONIECZNIE muszą wiedzieć poinformowani przez samą zainteresowaną i media) wprowadza kompletne zamieszanie. Aby wybić jeszcze koniecznie fakt, ze transseksualistka (czy transeksualista?, które panie dziennikarzu, bo z używaniem tego też bywa różnie) jest jedyną transpłciową parlamenarzystką na świecie (skąd oni to wiedzą, że tak obwieszczają?) która to w Sejmie RP (Rzeczpospolitej Polskiej a nie Ruchu Palikota) zasiadać będzie  trzeba na dodatek koniecznie wpaść w lekkie faux pas, że nawet konserwatywny, z lekka patyną pokryty Kraków dał się skusić.
Kraków taki konserwatywny, że aż transseks w Sejmie, głoszą media niemalże w tej formie(pseudo)haiku.
Niektórzy już zadeklarowali (od wyborów mija godzin 48), że będą "tego wszystkiego" unikać i wzywają, że trzeba to jak Samoobronę w 2001 traktować.
Izolująco.
Po 2005 roku ta izolacja , jak wiadomo wyglądała  przez owych, co wzywają nieco inaczej. 



Brak mi pointy, naprawdę.
Mogę coś nabredzić o histeriach, uprzedzeniach i lapsusach językowych.
Ale  wrócę raz jeszcze do mistrza ciętej riposty premiera Pawlaka:
 "Można się z tego śmiać, ale, proszę państwa, to się dzieje naprawdę"

niedziela, 18 września 2011

O tym, że życie na podsłuchu.

Bywa tak, że trzeba czekać. Niestety. Długo i żmudnie.
A tu ani kartki w około do przeczytania, słuchawek nie ma, komórka na wyczerpaniu, jest tłok, jest duszno, ogólny brak wszystkiego i nic nie wiadomo. 
Co zrobić wtedy?
Tak, winnam.
Podsłuchuję.
Gdy toczy się konwersacja w zasięgu mojego ucha, odruchowo wychwytuję najpierw pojedyncze słowa, potem zdania, składam je w całość, kto zacz, gdzie i skąd.Po co, można zapytać, To nieładnie - skomentować można. Po co- to proste. Zawsze się można czegoś nauczyć,jeśli nie to zabawić no i przestać tak czekać i czekać. Co do drugiej uwagi, że nieładnie - cóż można rzec?  - Phi.
Najlepszym miejscem do podsłuchiwania jest miejsce ciche. Wtedy nie trzeba zastygać, wysilać się, niecierpliwić.Można szybo ocenić sytuację czy to interesujące czy nie, dać sobie spokój albo iść w to dalej. Godne polecenia są wszelakie poczekalnie. Przoduje w tym korytarz przed gabinetami lekarskimi, lecz ostrzegam- jest to  pułapka. Rozkwita tam bowiem targowisko medycznej bolesności. Licytacja na lekarstwa, aukcja chorób, istne allegro przypadłości. Małym pocieszeniem mogą być rady dotyczące "łykania magnesów" lub też reminiscencje z wnętrza "rezonu magnetycznego."
Komunikacja miejska jest także cudowną podsłuchiwalnią. Metro najmniej, bo szumi, uwaga drzwi się zamykają,  następna stacja Politechnika - głos  wieści dystyngowanie . Same przeszkody w kontinuum podsłuchiwawczym. Natomiast tramwaj niskopodłogowy to jest istny wypas.Cicho jedzie, nie wydaje dźwięków, klimę ma więc nikt nie sapie, dycha i narzeka na zimno-ciepło.
W środę czytałam teksty o hasłach wyborczych. Sztaby od niedawna prezentowały, promowały i wyjaśniały. Eksperci analizowali, chwalili, ganili. Sztabowcy dwoili się, by wyśmiać konkurencję.  Czy  obiecanki - cacanki "Zróbmy więcej " to odniesienie do  pustego "Polacy zasługują na więcej" a czy "Polacy zasługują na więcej" to plagiat niegdysiejszej kampanii LPR "Polska zasługuje na więcej" i co na to wszystko Grzegorz "Jutro bez obaw"Napieralski  z "Jestem w polityce nie dla pieniędzy" Palikot.Osobno, rzecz jasna.

Czytałam w tramwaju i już nieco mnie to znudziło szczególnie, kiedy doszłam  do hasła ludowców.  Wychwyciłam głosy.Zniecierpliwione, podkłócone, szorstkie.Dwoje dwudziesto(paro?)latków przeżywało swoje problemy miłosne. To znaczy ja sądziłam, że są to problemy li tylko problemy miłosne.To było ciekawsze. W końcu "Człowiek jest najważniejszy"  (PSL).Złożyłam papiery.  Był jakiś "on" i było dramatyczne "dlaczego?!" z zawieszeniem głosu i trzykropkami.  Melodramat, chusteczka, płacz. I już, już chciałam zrezygnować kiedy padło : -"Gdybym wiedziała, że tak pomyślisz,to bym tego nie zrobiła" . - "Gdybyś tego nie zrobiła, to bym tego nie pomyślał".
Ładne.
Poniekąd logiczne.
A potem padło: "Jak możemy być razem skoro nie tylko chcesz na niego głosować, ale w moje urodziny pracować w jakimś tam sztabie"?

Polityka miłości przybrała ciekawy kształt.

Podsłuchiwanie może kończyć się także klęską.
Bo pozostaje pytanie na tle dzwoniących w uszach haseł wyborczych:  który to sztab?!