czwartek, 12 marca 2015

o tym, ile można.

No więc już nikt w "Faktach" przez Kamila D. więcej skrzywdzony nie będzie. 

Nie dlatego parafrazuję byłego ministra Zbigniewa Z i jego słynną (i haniebną, co tu dużo mówić) wypowiedź dotycząca pewnego lekarza, by dowalić Kamilowi Durczokowi.
Parafrazuję dlatego, że cała sprawa z Kamilem D jest  - co tu dużo mówić - ohydna. Na równi ze sprawą Ziobro.
Nie dlatego, że biedny pan Kamilek oskarżon niesłusznie. Pewnie słusznie. Chłopa niespecjalnie lubię, wygląda  na  buca i dziennikarz  z niego -w moim skromnym przekonaniu  - średni, ale to nie powód, żeby mu wchodzić z butami w jego białe proszki. Mówię poważnie. Co Kamil Durczok robi sobie prywatnie - jego sprawa.Dla jednych buc (dla mnie), dla niektórych nie (prawda, T? ;) - kwestia gustu  i prywatnych opinii ( jak niniejszy post). Jednak insynuacje "Wprost" są obrzydliwe, cała ta gierka jest obrzydliwa. Te megalomańskie argumenty, że " to dziennikarz, który codziennie mówi kilkunastu milionom Polaków jak żyć"  ( wypisz, wymaluj ambicje "Wprost") to dowcip przedni, bo jakoś nie przypominam sobie, żeby biały dym poleciał z TVN, kiedy namaszczali Kamila Durczoka na szefa "Faktów" na telewizyjnym konklawe. Obrzydliwe to wszystko nie tyle w stosunku do Kamila D (też, biorąc pod uwagę niektóre zdjęcia i sugestie opublikowane we "Wprost"), ale przede wszystkim do osób, które moga być pokrzywdzone w tym i innym przypadku. Bo wychodzi na to, że samo oskarżenie o mobbing czy molestowanie seksualne to   za mało. Trzeba przywalić z grubej rury insynuacyjnej, wszystko utaplać w gównie, zoofilii, kokainie, przez co  odwrócić uwagę od prawdziwego i głównego tematu, który powinien zacząć ważną dyskusję publiczną na ten temat. Bo nie mówi się  o problemie molestowania tylko o tym, czy "Wprost" obrzydliwe czy nie, i jak bardzo Kamil D. ma złamane życie. Od razu pojawia się tu i ówdzie mój ukochany, jakże empatyczny argument " no... to chyba trochę przesada...nikogo przecież nie zabił". No brawo. Relatywizm wiecznie żywy.Wspaniale poprowadzony temat, który prowadzi do takich wniosków.

Złamane życie Kamil Durczok  pewnie i  ma. Na razie. Mówiąc szczerze dziennikarsko-celebrycka przyszłość Kamila Durczoka średnio mnie  interesuje. Trochę to wszystko przykre, trochę smutne a przede wszystkim skandaliczne na wielu poziomach. A samo zachowanie szefa "Faktów" to tylko jeden poziom tego skandalu.
Interesuje mnie  bardziej to, co z tego wszystkiego wynika. "Wprost " zapewne triumfuje. Wyciągnęli na światło dzienne i proszę. Mieli pewnie rację, jak ostatnie wydarzenia pokazują. Koniec Durczoka w TVN. Fanfary. Kurtyna. Standing ovation. 
To może porozmawiamy o sposobie, w jaki ten temat pojawił się w dyskusji publicznej? O poziomie dziennikarstwa w tygodnikach i nie tylko. O tych insynuacjach, okładeczkach, proszeczkach?  O tych bezustannie "anonimowych źródłach"? O tych zdjęciach maili i gadżetów?

Może porozmawiamy o standardach w pracy? Bo jakoś nie zauważyłam, żeby ktokolwiek się doczepił do tego, że sam zainteresowany w rozmowie z Dominiką Wielowieyską ewidentnie wyuczony przez jakiegoś speca od wizerunku i prawnika od gwiazd stwierdzał, że "świadomie nikogo nie skrzywdził" oraz " ma przecież choleryczny charakter", "środowisko jest "specyficzne", a praca "intensywna".   A co to znaczy tak naprawdę? Że wybuchnie raz na jakiś czas, bo każdy ma prawo mieć zły dzień i "nikt nie jest święty" czy wyzywa notorycznie podwładnych od ćwoków i debili, upokarza ich i gnębi? Gdzie jest granica? 

 Bo ja  obawiam się, że to drugie i granicy nie ma.  Obawiam się, że to standard a jak ktoś mruknie, że niebardzo zachwycon to albo jest mięczakiem bez poczucia humoru, albo durną pindą z botoksem w mózgu. Zdarza się,oczywiście, i tak.  Ale co z tego? I tu jeszcze jedno:obawiam się, że jest problem strukturalny.   Gdyby  standard był wysoki, to by Kamil D. nie był szefem kilkudziesięcioosobowego zespołu.  Gdyby standard był wysoki, to  po kolejnej akcji w stylu "pognębię se stażystów albo pomolestuję koleżanki, bo jestem pół-bogiem,pół-durczokiem"(jeśli takie sytuacje miała miejsce, piszę stricte teoretycznie)  wyleciałby z roboty.Albo przynajmniej zapłaciłby jakaś karę, pokrzywdzeni mieliby pomoc i opiekę, takie zachowanie byłoby naznaczone - jeśli nie publicznie to przynajmniej w organizacji - by to się nie powtarzało. Gdyby standard był wysoki i procedury klarowne pracownicy hurtem zgłaszaliby wpadki i traumy, a obawiam się, że albo mogli zgłaszać i się srodze zawieść widząc reakcję albo bać się powiedzenia czegokolwiek....Bo jedna sprawa to uważać, że pan Kamil D. potrafi coś tam wydziennikarzować. Druga - czy jest w stanie być szefem.

Więc może porozmawiamy o tym, czy rzeczywiście chwalony za komisje, badania, "szybką reakcję", etc czyli kompletnie przyparty do muru TVN zasługuje na tego typu opinie. Bo jak na razie  to ja widzę, że jest chwalony za to, że w ogóle zareagował, zwołał komisje, jakieś odszkodowania dał i zamilkł. W końcu nie zamiótł sprawy pod dywan. Brawo. Kolejna owacja na stojąco.  Nic tylko brać przykład garściami, stawiać za wzór (co usłyszałam i przeczytałam) innym firmom i instytucjom. Najpierw z białych proszków "Wprost" trzeba brać przykład,  z niszczenia  przez nich ważnego tematu społecznego oraz używania obrzydliwych insynuacji, a  teraz  z TVN z ich pseudo sprawiedliwością, zerem tolerancji dla mobbingu....  kiedy zabrali się za to w sytuacji kryzysu wizerunku.A mieli, na litość boską, inny wybór?

Jeśli to mają być standardy, to ja zupełnie nie rozumiem, dlaczego czepiamy się kolejnej gwiazdulki z  TVN,  dziennikarki od kultury, Anny Wendzikowskiej za to, że w rozmowie z Sigourney Weaver zrobiła wielkie i puste oczy usłyszawszy pytanie, czy wie kim był Jerzy Grotowski.
Ripley wiedziała i była lekko zdziwiona, że można siedzieć w tym fachu i  nie wiedzieć.

Można, jak widać.
Dużo można.

Prawda?






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz