czwartek, 7 czerwca 2012

o specjaliście w swojej dziedzinie

Są tacy ludzie, których obecność sprawia mi przyjemność.Nawet wielką.
Są tacy ludzie, których nieobecność sprawia mi nieprzyjemność. Niestety.
Są tacy ludzie, których zbyt bliska obecność sprawia mi nieprzyjemnosć.
Są tacy ludzie......
...jasne, co dalej, prawda?  Można wymieniać i tworzyć warianty.
Te same warianty można tworzyć przy okazji każdej innej kategorii: są takie książki, których czytanie....są takie filmy.........

Szymon Hołownia napisał felieton. Nie to, żeby to było jakoś wyjątkowe, pisuje felietony co tydzień do "Newsweeka". Styl redaktora Hołowni można nazwać oświeceniowo-świątobliwym. Redaktor Hołownia jest godnym następcą ministra Gowina, w swoim świeckim biskupstwie w swojej chęci do trzymania sztandaru wiary, honoru, miłości i sensu cierpienia ponad głowami grzeszników,w swoim wywyższającym się, lecz przykrytym skromnością tonie pouczenia, którym odmawia innym inności a łatwo ich ocenia.

Redaktor Hołownia skrytykował białostockie Juwenalia za " kilka tysięcy afirmujących rzeczywistość kontra kilkadziesiąt tysięcy przez tę afirmację udręczonych" , skrytykował  warszawski protest taksówkarzy, bo "grupka, paraliżuje rzesze realizacją swoich praw" a przede wszystkim zadeklarował swój sceptycyzm dotyczący Euro 2012, powrównując je do tortu z biało-czerwonym lukrem, który "nie ma ma pierwszego i drugiego piętra, o parterze nie wspominając" ( gdyby ktoś miał problem z konstrukcją tej wybitnej metafory chodzi o to,  powtarzając za Krzysztofem K, że "niczego nie będzie"). Ogólnie Euro niczego nie zbuduje, wszystko się skończy dzień po tym jak polska drużyna odpadnie, wszystko to szczuczne i nadęte a Polacy są dość beznadziejni i hołta pije piwo, paraliżuje miasto, protestuje, manifestuje albo się cieszy a  wszyscy "rozdarci między zbiorowym orgazmem a samotnym udręczeniem, względnie vice versa" .

Redaktor Hołownia może sobie myśleć,  mówić i pisać co chce i bardzo dobrze. Jego prawo.Dokładnie tak: jego prawo. Tych protestujących, cieszących się  i pijących też. Tak właśnie jest.
Nie umieram ze szczęścia z powodu hałasu juwenalianego, Euro psuje mi szyki, a strefa kibica to mnie tylko irytuje, bo powoduje stratę mojego czasu poprzez wydłużenie nieplanowanego joggingu po mieście w godzinach szczytu. Ale jednak jogging to jogging- jakaś zaleta z tej strefy kibica jednak jest. Dokładnie tak jak w przypadku Juwenaliów, sraliów i czy  innych protestów - jakieś zalety i korzyści z tego są. Jakbym się nie zapierała - z Euro też.Choć, mówiąc szczerze nie ma chyba rzeczy, która interesowałaby mniej niż piłka nożna.
Chciażby pierwsza lepsza korzyść:  redaktor Hołownia ma o czym pisać i dostanie zapewne za  to wynagrodzenie.

To wszystko nie byłoby napisane, bo jest oczywiste gdyby nie jedna rzecz. Jedna jedyna i podstawowa. Redaktor Hołownia może mieć nawet nieco racji, ale całkowicie nie zgadzam się z jego metodologią, której wybiórczość i stronniczość przekreśla merytorykę tej wypowiedzi .Redaktor Hołownia zupełnie nie wspomniał o innych eventach, które w tym kraju, w tym mieście, też się zdarzają, a już w dniu w którym to piszę, są po prostu na porządku dziennym. Których obecność także często bywa lukrowanym tortem i fałszywką. Msze, procesje, pochody z biskupami na czele. Dzwony bijące od rana.  Śpiewy i lamenty. Jeśli już poruszamy taki temat, może należałoby być uczciwym i wpisać  to na listę spraw, które powodują, że kilkaset osób przeszkadza kilku tysiącom? Może wyzwać od hołot, w  podtekście od egoistów i ludzi niepotrafiących koegzystować z innymi? I sięgnąć  sokolim  wzrokiem w te rejony, które powinny opiewaną wspólnotę i szacunek budować a nader często z tego się nie wywiązują, ba nader często wywołują niesmak, kłótnię, niechęć, czasem nienawiść?I o tych może,  co grzecznie biorą udział w procesji potem leją żonę,męża czy dzieci?  Jakaś nader celna metafora o zbiorowym orgazmie czy może, może o indywidualnej  impotencji, byłaby na miejscu? Jakieś echo pielgrzymek papieskich, które   często  miały coś wspólnego z instynktem stadnym i  powierzchownością ? No chociażby z  kremóweczką?
 Czy analizujemy rzeczywistość, bo martwimy się o kondycję społeczeństwa czy dowalamy tylko wybiórczo, co niektórym ludziom i zjawiskom?


Jeśli, redaktorze Hołownio, przeszkadza ci protest, manifa czy juwenalia. Jeśli zadeklarowany skrajny indywidualizm nie pozwala ci tego znieść - nie lamentuj, że to wspólnoty nie buduje, że zryw to powierzchowny, choć efektowny.  Nie zawracaj ludziom głowy swoim defetyzmem i arogancją. Poczekaj aż minie, nie marudź, nie projektuj.Po prostu  nie idź, nie patrz, wyłącz, wyjedź, zamknij okno.
Tak jak ja robię to w związku z  procesją Bożego Ciała.
Różnica między nami jest taka, ze mi nie przychodzi do głowy, żeby zamykając okno przed śpiewem bożociałowym natychmiast pomyśleć o śpiewających:   " hołota"  A umówmy się - i taka tam jest.Jak wszędzie.
 Są takie felietony, których lektura powoduje  u mnie poczucie lekkiego niesmaku.
Pisuje je redaktor Hołownia.
Dobrze się jest w czymś specjalizować, czyż nie?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz