Nie tak dawno,11 stycznia tego roku, jeden z fanaberyjnych postów głosił (cytując badania i statystyki), że poziom czytelnictwa w Polsce jest coraz niższy. Leci na łeb, na szyję, mówiąc krótko, dosadnie i z iście polskim umiłowaniem do frazeologizmów.Szukano przyczyn w internecie, rozwoju technologicznym, lenistwie. Fanaberium blog, jak zawsze nad wyraz błyskotliwie bredził coś o podsłuchanych rozmowach i przytaczał anegdotki, które niczym literatura parenetyczna, miały pokazywać wzorce zachowań i być wyjaśnieniem zjawisk..Z tym, że raczej nie po to by je opiewać, ale w końcu pareneza też ulega zmianie.Wszystkie te domniemane przyczyny są na wskroś błędne. Bo wyjaśnienie, ujęte w poniższej przypowiastce jest proste.
Jak drut.
Korzystanie z komunikacji publicznej bywa irytujące, jak wiadomo, bo czekanie, bo tłok, bo korek.Jednak komunikacyjna aktywność łączy się także z rzeczą, o której często się zapomina, która jest niedoceniana a doceniana być powinna. Tą rzeczą jest aspekt edukacyjny przebywania w autobusie.Tudzież w tramwaju.I nie chodzi zupełnie o to, że można z apollińskiego tronu (pojedyńczego najlepiej, takiego w pierwszej części przegubowca) obserwować gawiedź.Nie,nie. Chodzi o to, że komunikacja miejska sprzyja wywiązywaniu się dyskusji, często niezwykle pouczających.Można więc podsłuchać jak to babkę na Wielkanoc upiec ("ja to kochana tylko masło, od tej margaryny to wątroba wszystkim wysiada"), można wiedzieć na jakie to Polacy cierpią choroby (na wszystkie) albo dowiedzieć się czegoś na temat kompleksu Edypa u młodych Polek ("ojciec mnie strasznie wkurwia, ale nie umiem mu powiedzieć, żeby spierdalał").
W swojej fanaberyjnej naiwności uważałam, że jak już mi wystarczy tej edukacji, bo to ile można się uczyć, poza tym - co tu dużo mówić- nie wszystkie kursy są dla mnie intelektualnie dostępne ( tu powinien być cytat z rozmowy dwóch chłopców o parametrach nowo zakupionego samochodu rodziców, ale niestety, nic z tego) więc jeśli mi tej edukacji dość to można włożyć słuchawki to uszu, wyciągnąć jakieś papiery i czytać. Lub też udawać, że się czyta. Ta druga opcja pojawiła się wtedy, kiedy się okazało,że komunikacyjni wykładowcy i ode mnie żądają aktywności, partycypacji, wysłuchania i opinii. Bo to od pytania o przystanek okazuje się, że córka z mężem się rozwodzi albo że za komuny było lepiej.
Metro wydawało się bezpieczne. Bo to szybko jedzie,w korku nie stoi, trasa zmienić się nie może(no jak się trasa zmieni to będzie to cud) na dodatek robi hałas i trudno o zagajenie, a łatwo o niezauważenie zagajenia. Przez przypadek.Ale była to zupełnie przedwczesna i naiwna ocena sytuacji. Metro bezpieczne pod tym względem nie jest.
W pewien poniedziałek jak zazwyczaj "Wprost" zostało zakupione, by wkroczyć do wagonu, zasiąść i przez 20 minut przeczytać, o co to Najsztub tym razem pyta.Nie pytał Najsztub, a Machała a pytanym był Aleksander Smolar. Mówił dużo o języku polskiej polityki i prezydenturze Lecha Kaczyńskiego, a także o tym, że program PiS-u to program wyłącznie "historii i zemsty". Niektóre fragmenty były wydrukowane grubą, czarną czcionką więc nie trzeba było się bardzo męczyć, aby czytać mi przez ramię. Bo po chwili stało się jasne, że czytanie przez ramię ma miejsce. Siedziała koło mnie dama, na oko 65- letnia, ubrana cała na - piękny swoją drogą- kolor chabrowy. Chabrowy płaszcz, chabrowa czapka, chabrowy szal.Wszystko chabrowe. Najpierw dyskretnie, potem coraz nachalniej próbowała zwrócić moją uwagę na siebie.
Chciałam bez przeszkód skończyć czytać wywiad. Jednak pukania w ramię, palcem wskazujacym jak obsesyjny dzięcioł, nie mogłam nie poczuć."Książka wyszła" - usłyszałam. " Jaka książka?-mój głos był grzeczny i podszyty strachem, że zaraz nastąpi, co rzeczywiście nastąpiło. "Jak to jaka, o Smoleńsku"- Ach - próbowałam nieumiejętnie zbagatelizować sprawę - teraz tyle tych książek" (A poziom czytelnictwa spada!!)-"Ale ta książka mówi prawdę" . Niestety, stało się. Padło, czego się obawiałam.Padła PRAWDA.
Popłynęła więc rozmowa, w zasadzie monolog przetykany moim bąkaniem i narastającą mieszanką poczucia groteski i irytacji. "Tak, proszę pani, to była bomba tam w tym samolocie, dokładnie taka jak zabiła Papałę. Na takie małe kawałeczki, by się rozbił? O takie małe, niech pani zobaczy, jak pokazuję.To był wybuch. Prezydenta się bali, to go zlikwidowali.Kto? No oni to zrobili, Niemcy, Ruscy, Żydzi i inni,ta władza teraz wrogowie narodu.Niech się Pani nie zaprzecza, to jest wszystko prawda, że chcą nas zniszczyć, Polskę zająć.Nie wierzy Pani?A ile Pani ma lat?Ach, to ty jesteś za młoda, żeby mieć jakiekolwiek opinie. W ogóle nie powinnaś zabierać głosu.Nic nie pamiętasz, PRL-u nie przeżyłaś. Jak będziesz w moim wieku to będziesz wiedziała, co masz myśleć. Pewnie z Uniwersytetu, co?No tak,wy to jesteście lewackie środowisko, ale to młodzi, nic nie wiedzą. A co to jest w ogóle za gazeta?Pewnie "Polityka", co?"Wprost"?Jeszcze gorzej, tam to już sami komuniści."
Pan siedzący na przeciwko zaśmiewał się do łez i bezgłośnie przekazał mi dobrą radę: ZAŁÓŻ SŁUCHAWKI.Pani monologowała jeszcze przez moment, ale była tak niezadowolona z braku zrozumienia, z lekką pogardą rzekła " no, nie widać tu co.."(swoją drogą - co?) odwróciła głowę i zatopiła się w rozmowie z kimś innym.Cała nasza dyskusja, muszę przyznać, była w miarę grzeczna, ale Chabrowa Pani widać nie spodziewała się grzeczności po mnie - takiej lewackiej komunistce z pretensjami do posiadania opinii mimo braku predyspozycji - na moje pożegnanie, wyraziła zdziwienie i zajęła się obgadywaniem mnie z panią zasiadającą po jej prawej stronie. (Pani czytała "Nasz dziennik" więc sądzę, że mogły się dogadać)Może się jednak mylę i wskazywaniem palcem w moim kierunku było po prostu pokazywaniem mojej przepięknej, czerwonej jak radziecki sztandar torebki.
To wszystko prowadzi do konkluzji związanej z poziomem czytelnictwa w Polsce. Otóż on nie spada, ludzie po prostu przestali się przyznawać.Ukrywają się. Czytelnicza konspira. Nie wiadomo, kto patrzy. Bo kto wie, co to może nas spotkać, jak publicznie będzie się czytało "Lolitę"? Hańba i rozpusta.Nabokov to zbok. Bernhard to wariat i hańbi własny naród. Bułkahow to w sumie poganin, Mann, ten smutny, ukryty gej też entuzjazmu nie wzbudzi. Niech wszyscy święci bronią czytać publicznie Czechowa: te trzy siostry co ciągle chciały do Moskwy? No, naprawdę, to już nawet nie wymaga komentarza. Jack Hugo-Bader też ciągle do byłych krajów Sojuzu jeździ. Szczygieł z tymi Czechami też jest podejrzany, w końcu kto normalny interesuje się takim ateistycznym narodem, natomiast Mickiewicza czy Słowackiego to czytać tak po prostu, publicznie nie wypada.Co to to nie. Można tak wymieniać i wymieniać i zawsze na kogoś znajdzie się haka.Wiec może lepiej się ukryć. Zupełnie jak u Bunuela w tej scenie z "Widma wolności". Zamieńmy kategorie.Zamieńmy struktury.
Czasami urok naszej polityczno-społecznej rzeczywistości, nie jest niestety na tyle dyskretny, by można było spokojnie podróżować metrem.A to, mimo że zabawne, staje się po prostu męczące.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz