Niebezpieczna Przyjaciółka z dawnych lat była postacią o której się w domu nie mówiło. A jak się coś ukrywa wiadomo, że wszystkich korci by wiedzieć. Ojciec z Matką mieli na ten temat różne opinie obie objawiające się w zdaniach współrzędnie złożonych wynikowych.Matka: „Niebezpieczna Przyjaciółka sprzed lat pojechała do Holandii toteż dostała świra.” Ojciec: „Niebezpieczna Przyjaciółka sprzed lat miała nierówno pod sufitem więc pojechała do Holandii.” W tych dwóch zdaniach kryje się cały fenomen myślowy rodziców. Matka wolała zwalić winę na dziwne zachowanie Przyjaciółki mimo antagonizmu i niezrozumienia - na przyczynę inną niż jej psychika. Uszkodzona psychika Przyjaciółki oznaczałaby bowiem, że Matka - sama ostoja adekwatności prosto z podręczników savoir-vivre’u - przez lata obcowała się z osobą chorą psychicznie, a tego Matka by nie zniosła, bo szczyciła się swoja normalnością i spostrzegawczością. Normalni ludzi nie zachowują się tak jak niebezpieczna Przyjaciółka - normalni ludzie zachowuje się tak jak ona sama - oto mniej więcej schemat myślowy Matki. Więc, aby wytłumaczyć sobie to niecodzienne zachowanie, Matka musiała znaleźć przyczynę - tą przyczyna była holenderska Sodoma i Gomora, w której prostytucja jest zalegalizowana i trawka jest palona w większych ilościach niż węgiel w elektrociepłowniach.
Schemat myślowy ojca był zgoła inny. Ojciec zawsze uważał, że matkowe przyjaciółki są nieco niezrównoważone, bo – między Bogiem a prawdą - Matka też nie wydawała mu się (szczególnie z biegiem lat) specjalnie normalna. Nic wiec dziwnego, że niebezpieczna Przyjaciółka miała nierówno pod sufitem. Gdyby nie miała - nie byłaby przyjaciółką Matki. Oczywiście nie mógłby tego powiedzieć głośno. Holandia wydawała mu się idealny miejscem dla kogoś takiego niebardzo tego tam. Bo wieści o holenderskich ślubach gejowskich to było dla Ojca za dużo. Jeszcze para to para choć z obrzydzeniem, konkubinat od biedy, bo w końcu niech się rejestrują, ale ślub? Nie, tego Ojciec nie potrafił zaakceptować. Ani tym bardziej o tym mówić. Bo o takich rzeczach to się nie mówi. Po prostu. Każdy to wie.
Tak czy śmak, mimo odmiennych racji Matka z Ojcem konserwatyści do bólu ukrywali przyczyny niebezpieczeństwa Przyjaciółki migając się od wyjaśnień i robiąc przerażone miny, kiedy wymsknęło im się przypadkiem ostrzeżenie „nie rób tak, bo skończysz jak niebezpieczna Przyjaciółka sprzed lat” czy „nie zachowuj się jak niebezpieczna Przyjaciółka” tudzież mroczny sarkazm „Ty już jesteś prawie taka/taki jak ONA”.
Matka raz do roku wychodziła „na spotkanie”, uprzednio idąc do fryzjera i na manicure, malując się nie tylko szminką (co było objawem podług niej ekstrawaganckim, bo nie lubiła się makijażować, i szła taka elegancka „do miasta” na widzenie z Przyjaciółką przyjeżdżającą do ojczyzny. Jednak parę lat temu Matka złamała sobie nogę. Spotkanie było umówione, a tu klops. Chcąc-niechcąc ( bardziej niechcąc niż chcąc) Matka z Ojcem postanowili zaprosić przyjaciółkę sprzed lat do domu. Na kolację. I - tym bardziej niechcąc niż chcąc- postanowili wyjawić wszystkim jej tajemniczą przeszłość. Motywy wyjawiania nie są specjalnie jasne. Z jednej strony mogło chodzić o zwykłą uczciwości, że niby jak już ta ma przyjść do domu, gdzie parę pokoleń mieszka, to tak jakoś głupio prawdę zatajać.
Głupio i niehonorowo.
Niehonorowo i podstępnie.
Tak jakby cichymi sprzymierzeńcami Przyjaciółki niebezpiecznej sprzed lat byli.
A nie byli.
Zupełnie nie.
Drugi powód był nieco mniej szlachetny. Otóż Matka z Ojcem, każde na swój sposób, bało się dwóch rzeczy. Że ktoś popełni przy owej kolacji tak zwanego faux pasa i zada pytanie niedelikatne i niestosowne. Krótko mówiąc walnie jak kulą w plot. Z czego wynika rzecz druga. Jeśli walnie jak kulą w płot, to się Przyjaciółka zorientuje, że nikt nic nie wie i Bóg raczy wiedzieć jak zareaguje. Pół biedy jak się obrazi, ale jeszcze - nie daj Boże - będzie chciała wyjaśniać, prostować, zagajać - a z tego mogą być kłopoty.
O tym się nie mówi. Po prostu.
Więc Matka z Ojcem postanowili uprzedzić taki rozwój wypadków. Może doprawdy lepiej by było, gdyby nie uprzedzali. Tak czy owak Matka z Ojcem rzekli, że oto nadchodzi persona nie to, że non grata, ale nieco nonszalancka.
Nieco egzaltowana. Nieco zwariowana.
Z która to przed laty Matka w przyjaźni była. W prawdziwej przyjaźni. Czystej i pięknej, bo przyjaźń jest ważna.I nadal jest. Bo prawdziwy przyjaciel to skarb. Więc..hmm….tak.
Więc przyjdzie persona, która rożne rzeczy robiła w życiu, różne doświadczenia miała, ale nie trzeba się dziwić, bo to niekulturalnie. Pytań nie zadawać, bo wypytywać nie wypada . Potakiwać.
Nie zdenerwować.
Po herbacie i wyborze ciast szybko iść do swoich sypialni. Wszyscy. Siusiu paciorek i spaś. Doprawdy nic nie mogło wzniecić ogólnego zaciekawienia niż te cedzone z męka przez Matkę i ze zniechęceniem przez Ojca wyjaśnienia i rozkazy. Wszystkie pytania doprecyzujące przeszły bez odpowiedzi. Pozostało tylko czekać, aż persona zawita i cokolwiek się wyjaśni.
Nadeszła chwila puknięcia do drzwi, dzwonka, rejwachu.
Nadeszło dziwum.
a gdzie ciąg dalszy? co mnie w takim zawieszeniu zostawiasz? eeeej
OdpowiedzUsuń