Nie rozumiem jak można narzekać na metro. Jest szybkie, sprytne i jedzie - jak dla mnie- gdzie trzeba.
Do:
O ile niekiedy zdarza mi się przeklinać pewną telefonię komórkową, za to, że w metrze nie ma zasięgu, to znacznie częściej zdarza mi się przeklinać inną, za to, że ten zasięg ma. Dzisiaj na przykład: jedna baba stała nade mną i gadała wszystkie dziewięć stacji. "Stała nade mną" w tym wypadku oznacza, że mnie przewyższała o jakieś 15 centymetrów, wydawała się być wzrostu Pałacu Kultury. Lubię PKiN więc to komplement. Jednak wolałabym, żeby była dalej. Nie dało się uciec, bo tłok był niemiłosierny, a chłop z rowerem nie ułatwiał manewru. "Gadała" to też nie jest odpowiednie słowo. Ona po prostu reagowała na to, co mówi do niej ktoś w telefonie typu ajfon. Nadmienię z przykrością, że głos należał to tego rzadkiego okazu sopranu rejestrowanego głównie przez nietoperze. A reagowała w 90 % tak:
a) maaasakra (funkcja ekspresywna)
b)masakra!..( funkcja impresywna)
c)masssakra.....(funkcja fatyczna)
Po pierwszej stacji byłam pewna, że wszyscy słyszeli, że masakra.Co potwierdził krótki wzrokowy rekonesans. Po drugiej stacji sprawdziłam swoje tętno. Wzrosło nieco.
Po czterech stacjach byłam pewna, że znowu spadł samolot.
Po piątej, że cała rodzina biedaczki w nim była.
Po szóstej, że sama w nim jestem.
Chłop z rowerem miał poczucie humoru i umierał ze śmiechu. Umierał na tyle skutecznie, że nie zauważył jak wyprowadza rower i jednym pięknym pociągnięciem przejechał kołami po mojej stopie. Kierownicą dostał ktoś inny, dzięki niebiesiom.
Potem pociąg stał, mnie bolała stopa, a niedoszła biedaczka się ożywiła językowo i rzekła była więcej, a rzekła co następuje: "no to musisz zmienić sobie kosmetyczkę, ja jestem zadowolona z mojej i nie jest droga".
Co za ulga.
Z:
"A maś jedzionko"? - zapytało dziecię płci żeńskiej. " Mam"- rzekła.
" A cio maś"?
" Mam bułeczkę z masełkiem, bananka i jogurcik"
" To jogurcik!" - rzekło dziecię uradowane nad wyraz.
Byłam bardzo zadowolona z faktu, że dziecię ma zaplanowaną, zdrową kolację, kiedy się okazało, że kolacyjka odbędzie się natychmiast. Zaczęła grzebać w czymś, co wydawało mi się plecakiem, a było - zdaje się - przenośną lodówką. Jogurcik wyjęty, łyżeczka oblizana w ramach umycia a dziecię szczęśliwe zabrało się do zdzierania wieczka. Zdarło bardzo ładnie, równiutko. " Ziobać!" - powiedziało dumnie. Ziobaciłam, choć to nie do mnie było skierowane. Piękna koordynacja ręka - oko. A cóż się stało po 3 sekundach? Jogurcik z rączynki dziecięcia prosto na mnie się w całej swej okazałości się wyjebał.
Nie cały.
Fakt. Tak, troszkę, troszeczkę, ale zasięg miał jak telefonia komórkowa, co ją czasem przeklinam. Jogurcik na czarnym ładnie wygląda, trzeba przyznać, na żółtym też nieźle, choć - jaka szkoda - mniej wyeksponowany.
"No, przepraszam, nic się nie stało" - rzekła pojednawczo do mnie, po czym zwróciła się do dziecięcia:" Ile razy mówiłam, że masz uważać?! Jakbyś wylała na siebie to bym musiała prać!".
Dziecię w chlip i łkanie.
Na pocieszenie dostało bananka. Żeby było zabawniej - część bananka wylądowało na podłodze, a część na kolankach.Nie moich. (Choć, przyznaję, lepiej byłoby dla tego posta, żeby wylądowało na moich). Nie, nie powstrzymałam parsknięcia śmiechem. O tyle niefortunnie, że chłop, który skosztował bananka butem typu converse posłał mi spojrzenie niewróżące rozpoczęcia wiekopomnej przyjaźni, bo najwyraźniej myślał, że to z niego. (Jakby żył w świecie amerykańskiej burleski.) Nie z niego. Dziecię po prostu zakrzyknęło dramatycznym łkaniem: "mój banaaaaanek!".
Rzekła z przykładną surowością kostycznej dziewiętnastowiecznianki: " no zobaczymy co babcia powie, jak cię taką brudną zobaczy."
Moim zdaniem gdyby babcia miała choć odrobinę przyzwoitości, to by powiedziała: " masakra."
Rzekła z przykładną surowością kostycznej dziewiętnastowiecznianki: " no zobaczymy co babcia powie, jak cię taką brudną zobaczy."
Moim zdaniem gdyby babcia miała choć odrobinę przyzwoitości, to by powiedziała: " masakra."
Nie rozumiem jak można narzekać na metro. Metro jest szybkie, sprytne i jedzie - jak dla mnie- gdzie trzeba. I jak się okazuje - mówi prawdę. Jak od rana zapowiada, że masakra - to masakra będzie.