niedziela, 30 października 2011

O tym, że czas zimowy.

I didn't have time to write a short letter, so I wrote a long one instead.
(Mark Twain)

Fanaberium odkrywa krótką formę.
Nie ma opisywanek, introdukcji i punktów kulminacyjnych z katastrofą w tle, by przejść gdzieś w piątym akapicie do kolejnego sedna, a w ósmy zabrać się za 10-zdaniową pointę.

Sposób wyrażenia opinii na temat przyszedł mi do głowy, gdy wychodziłam dziś z metra.
Ulotki.
Brać czy nie brać?

Moja niegdysiejsza rozmowa z S. nie rozwiała wątpliwości, tylko utwierdziła mnie w problemie.
I S. i ja zgadzaliśmy się, że wzięcie ulotki, to poparcie rynku pracy, przeciwdziałanie bezrobociu. Pani/pan od ulotek ma pracę a wykonuje ją -  być może utrzymuje -  dzięki temu, ze ja ulotkę wezmę.Nie wzięcie - ekologiczny protest, bo i tak to się potem wyrzuci do kosza (oby, a nie na ulicę lub wsadzi do kieszeni, by zapomnieć, a  potem pięknie uprać z czarnymi rzeczami), kolejne drzewo padnie, a my   à la Michael Jackson w teledysku odbijamy sobie symbolicznie  kolana na ubitej ziemi, z odezwą "what about us".

S. mnie poparł, dorzucił swoje i byliśmy bardzo zadowoleni z wielominutowej dyskusji, błyskotliwości, wzajemnego poparcia i rozintelektualnienia, gdy przyszła H. i na zadane pytanie zdumiona powiedziała zwięźle: nie, ja nie biorę tej ulotki. Nie dlatego, że to czy tamto.
Ja po prostu tej ulotki nie potrzebuję.


Lapidarność stylu, ot co.

Oby równie lapidarny był okres jesienno-zimowy.
Bo H. powiedziała słusznie.
Ja tego po prostu nie potrzebuję.

piątek, 14 października 2011

O tym, że tym razem krótko.





            Egzemplifikacja tej tezy przyszła do mnie sama. A w zasadzie usiadła obok mnie w metrze i perorowała o filmie "Bitwa Warszawska 1920" Jerzego Hoffmana.
Perorowała o tym, efekty są "jedyne w swoim rodzaju, a  Natasza Urbańska  "naprawdę świetnie " zagrała i jest to film, który każdy Polak powinien zobaczyć.
Ale okazało się, że efekty i Natasza, to nie jedyny powód  ciągnięcia do kina każdego Polaka. Tym powodem jest to, że:  "film w końcu   prawdziwie pokazuje, jakie te Ruskie to hołota i spsienie.
Bo to cała prawda w tym filmie, bo to film historyczny. Oni też - przemówienie szło  głośno przez cały wagon -  taki film zrobili ostatnio historyczny, ten "1612", co  pokazywał jak Polacy mieli wojnę z Ruskimi i zajęli Moskwę. Pewnie, że zajęli, bo  się należało, ale na pewno się tak nie zachowywali, jak Ruscy w filmie pokazali. Polacy się tak nie zachowują i mieli prawo Ruskich zaatakować  więc po co takie  kłamliwe filmy  robić i jeszcze mówić, że są oparte na faktach."

To oczywiste.

środa, 12 października 2011

O tym, że wybory językowe.

               Wybory były, tu wygrali, tam przegrali, referendum, która strona Warszawy bierze Budę, a która Peszt na pewno niedługo się odbędzie. No i Waldemar Pawlak jak zwykle w formie, bo nie pitolił o miłości i przegranej drużynie ani nie kazał nikomu niczego przysięgać w dziwnych gestach tylko wyrzucił z siebie, iż było cholernie ciężko.
I tyle.
Nie ma to jak szorstkość i zwięzłość strażaka.


  Teraz wyszło na jaw, że te wybory są specjalne.Dzięki szczeremu jak dziecko Januszowi P., który pokazuje, że rozwój zaprawdę nie ma granic - od Ozonu z "zakazem pedałowania" na okładce do największej nadziei lewicy legalizującej związki partnerskie - Sodoma i Gomora weszła do Sejmu. Marek Jurek jest przerażon. W Tok Fm słychać było głos, że to są w nowym parlamencie są " dziwne, nieznane osoby z marginesu społecznego". Nieznane, ale wiadomo, że z marginesu i że dziwne.Nikt nie zaczął jeszcze pracować, że tak fanaberium delikatnie wspomni.Ani przerazić się nie było czym, ani zachwycić.

Ale to też wyzwanie dla języka polskiego.
Tu tyle nowych dziwów się narobiło, że polski mainstream nie ma słów.
Gdzieś tam opłotkami się bąkało, jedni zręczniej inni mniej zręcznie, ale "jedynki" w Wyborczej to raczej nie miało zbyt często. Teraz jednak wejdzie to do języka codziennego polityki  i to jest wielka fanaberia jak co niektore media  wiją się w karkołomnych hołubcach językowych.Określeniach, wyjaśnieniach i naklejaniu etykietek.
 Już, już ad remuję.

Po pierwsze: Murzyn wrócił.
Poseł John Godson z Łodzi, który, co tu dużo mówić,dla niektórych wszedł do Sejmu tylnymi drzwiami (na skutek rezygnacji z mandatu innego posła, Hanny Zdanowskiej) teraz uzyskał reelekcję.I teraz jak tu o tym pisać. Egzotyka posła nakazuje podkreślić jego pochodzenie, ale jakby się nie starali to za każdym razem fuck up. Jedni, że Murzyn w sejmie. Inni , że Afroamerykanin (Afroamerykanie, moi kochani dziennikarze, to są osoby mieszkające w Ameryce, głównie w Stanach a poseł Godson pochodzi z Nigerii) inni  jednak, muszę to przyznać,  starają się być delikatniejsi i mówią "czarnoskóry parlamentarzysta".   Czekam aż Artur"koniec-cywilizacji -białego -człowieka" Górski zacznie  nazwać się "białoskórym" posłem, aby na pewno się odróżnić.

Po drugie: Gej w natarciu.
Geje"weszły" do Parlamentu. W postaci Roberta Biedronia zniszczą "polską rodzinę" (każdą) w przeciągu chwili.Do zaprzysiężenia nie będzie już czego zbierać.Czy geje weszły dopiero teraz można polemizować zapewne, ale nie wypada.
Chodzi o to, że do Sejmu wszedł "otwarty" gej. Czy to Wyborcza czy Rzeczpospolita - ta formuła obowiązuje. Pierwszy otwarty gej. Co kreuje podwójną zadumę. Otwarty na co? Otwarty, że tak łatwo nawiązuje kontakty?Otwarty na nowe wrażenia? Czy co niby? A jeśli chodzi,o to, że się otwarcie przyznaje do tego, że jest orientacji homoseksualnej to zastanawia mnie też ten liczebnik.
Pierwszy otwarty gej.
Czy skoro otwarty jest pierwszy to jacyś zamknięci (i w sobie i/ albo w ujawnieniu się) też byli, ha?
No nie wracajmy już, który polityk którego z mężem  do siebie zapraszał na pojednanie.


Po trzecie: Feministka u bram.
Wanda Nowicka też ma to do siebie, że jest "otwartą" feministką. U niej (uważam RZE głównie w mediach prawicowych) pojawia się także przymiotnik "główna".Kazimiera Szczuka zdetronizowana. Powinna popełnić harakiri na Manifie. Zresztą wszyscy powinni, bo mord idzie aborcyjny. Fala.Rejtanem my powinni wszyscy. Natychmiast.
Ta pewność  apokaliptyczna spowodowała, że Wanda Nowicka "główna feministka"  już sprawiła  cud, gdyż także dzięki jej pojawieniu się w parlamencie Tomasz Terlikowski pokochał Platformę Obywatelską.
Cud!
Teraz Platforma już nie jest be, już można namawiać, "odezwy" pisać, "wzywać" i  "jednoczyć" przeciwko. 
Otwartej Feministce (aborcja, aborcja, aborcja!!!) i Otwartemu Gejowi (adopcja dzieci, adopcja dzieci, adopcja dzieci!!!)
 Wyżej wymienieni, nawet nie zostali jeszcze zaprzysiężeni i niczego nie zrobili ani niespecjalnie się wypowiedzieli, że tak fanaberium  raz jeszcze delikatnie wspomni.

Dominik Zdort  ("Rzeczpospolita")w obliczu Palikotów docenił SLD. Dramatyczny apel drugiego dnia po wyborach -  "Konieczny jest opór wobec zapateryzacji !!!! -  w obliczu 60 mandatów, które dzierży w nowym parlamencie ta podwójna teraz niby-lewica -  to jest jednak kabaret.
Pominę zadumę, że dotychczas jako Zapatero opisywany był Napieralski Grzegorz, bo zarówno to porównanie, jak i sam opisywany odchodzą w  zasłużone zapomnienie.Skupię się na zapateryzacji AD 2011: konieczny jest więc opór, jako żywo.
Ruch oporu i tajne konserwatywne komplety.

Ale żeby tego było mało - to:

Po czwarte: Transeksualistka z  Krakowa.
Anna Grodzka, która przeszła operację zmiany płci (i wszyscy o tym KONIECZNIE muszą wiedzieć poinformowani przez samą zainteresowaną i media) wprowadza kompletne zamieszanie. Aby wybić jeszcze koniecznie fakt, ze transseksualistka (czy transeksualista?, które panie dziennikarzu, bo z używaniem tego też bywa różnie) jest jedyną transpłciową parlamenarzystką na świecie (skąd oni to wiedzą, że tak obwieszczają?) która to w Sejmie RP (Rzeczpospolitej Polskiej a nie Ruchu Palikota) zasiadać będzie  trzeba na dodatek koniecznie wpaść w lekkie faux pas, że nawet konserwatywny, z lekka patyną pokryty Kraków dał się skusić.
Kraków taki konserwatywny, że aż transseks w Sejmie, głoszą media niemalże w tej formie(pseudo)haiku.
Niektórzy już zadeklarowali (od wyborów mija godzin 48), że będą "tego wszystkiego" unikać i wzywają, że trzeba to jak Samoobronę w 2001 traktować.
Izolująco.
Po 2005 roku ta izolacja , jak wiadomo wyglądała  przez owych, co wzywają nieco inaczej. 



Brak mi pointy, naprawdę.
Mogę coś nabredzić o histeriach, uprzedzeniach i lapsusach językowych.
Ale  wrócę raz jeszcze do mistrza ciętej riposty premiera Pawlaka:
 "Można się z tego śmiać, ale, proszę państwa, to się dzieje naprawdę"