Bywa tak, że trzeba czekać. Niestety. Długo i żmudnie.
A tu ani kartki w około do przeczytania, słuchawek nie ma, komórka na wyczerpaniu, jest tłok, jest duszno, ogólny brak wszystkiego i nic nie wiadomo.
Co zrobić wtedy?
Tak, winnam.
Podsłuchuję.
Gdy toczy się konwersacja w zasięgu mojego ucha, odruchowo wychwytuję najpierw pojedyncze słowa, potem zdania, składam je w całość, kto zacz, gdzie i skąd.Po co, można zapytać, To nieładnie - skomentować można. Po co- to proste. Zawsze się można czegoś nauczyć,jeśli nie to zabawić no i przestać tak czekać i czekać. Co do drugiej uwagi, że nieładnie - cóż można rzec? - Phi.
Najlepszym miejscem do podsłuchiwania jest miejsce ciche. Wtedy nie trzeba zastygać, wysilać się, niecierpliwić.Można szybo ocenić sytuację czy to interesujące czy nie, dać sobie spokój albo iść w to dalej. Godne polecenia są wszelakie poczekalnie. Przoduje w tym korytarz przed gabinetami lekarskimi, lecz ostrzegam- jest to pułapka. Rozkwita tam bowiem targowisko medycznej bolesności. Licytacja na lekarstwa, aukcja chorób, istne allegro przypadłości. Małym pocieszeniem mogą być rady dotyczące "łykania magnesów" lub też reminiscencje z wnętrza "rezonu magnetycznego."
Komunikacja miejska jest także cudowną podsłuchiwalnią. Metro najmniej, bo szumi, uwaga drzwi się zamykają, następna stacja Politechnika - głos wieści dystyngowanie . Same przeszkody w kontinuum podsłuchiwawczym. Natomiast tramwaj niskopodłogowy to jest istny wypas.Cicho jedzie, nie wydaje dźwięków, klimę ma więc nikt nie sapie, dycha i narzeka na zimno-ciepło.
W środę czytałam teksty o hasłach wyborczych. Sztaby od niedawna prezentowały, promowały i wyjaśniały. Eksperci analizowali, chwalili, ganili. Sztabowcy dwoili się, by wyśmiać konkurencję. Czy obiecanki - cacanki "Zróbmy więcej " to odniesienie do pustego "Polacy zasługują na więcej" a czy "Polacy zasługują na więcej" to plagiat niegdysiejszej kampanii LPR "Polska zasługuje na więcej" i co na to wszystko Grzegorz "Jutro bez obaw"Napieralski z "Jestem w polityce nie dla pieniędzy" Palikot.Osobno, rzecz jasna.
Czytałam w tramwaju i już nieco mnie to znudziło szczególnie, kiedy doszłam do hasła ludowców. Wychwyciłam głosy.Zniecierpliwione, podkłócone, szorstkie.Dwoje dwudziesto(paro?)latków przeżywało swoje problemy miłosne. To znaczy ja sądziłam, że są to problemy li tylko problemy miłosne.To było ciekawsze. W końcu "Człowiek jest najważniejszy" (PSL).Złożyłam papiery. Był jakiś "on" i było dramatyczne "dlaczego?!" z zawieszeniem głosu i trzykropkami. Melodramat, chusteczka, płacz. I już, już chciałam zrezygnować kiedy padło : -"Gdybym wiedziała, że tak pomyślisz,to bym tego nie zrobiła" . - "Gdybyś tego nie zrobiła, to bym tego nie pomyślał".
Ładne.
Poniekąd logiczne.
A potem padło: "Jak możemy być razem skoro nie tylko chcesz na niego głosować, ale w moje urodziny pracować w jakimś tam sztabie"?
Polityka miłości przybrała ciekawy kształt.
Podsłuchiwanie może kończyć się także klęską.
Bo pozostaje pytanie na tle dzwoniących w uszach haseł wyborczych: który to sztab?!